“Mam największą kolekcję muszelek na świecie. Jest porozrzucana po wszystkich plażach Ziemi” powiedział pewien łebski facet. I jest w tych słowach ukryta piękna prawda, że jeżeli nawet czegoś chcę, nie równa się to temu, że koniecznie muszę to coś mieć. Zupełnie jak z mężczyznami: to że jakiś mi się podoba, nie oznacza, że musi być mój. Czasem miło jest po prostu popatrzeć.

Zasada: “nie mieć, ale korzystać” sprawdza się nie tylko jeżeli jesteś minimalistą, choć mi na minimalistycznych ścieżkach przydaje się szczególnie. Dzięki niej z wielkiej miłośniczki biżuterii, która kupowała jej mnóstwo a potem nie nosiła, stałam się wielką miłośniczką biżuterii, która nosi non stop swoich kilka ulubionych egzemplarzy, a resztą napawa się przez szyby sklepowych witryn. I wiecie co? Nie czuję wcale, żeby mi czegokolwiek w tym brakowało.

Z sukcesem wprowadziłam w życie nie-kupowanie, o czym pisałam już wcześniej TUTAJ, ale bycie zero waste rzuciło na ten temat jeszcze jaśniejsze światło. Już nie chodzi bowiem tylko o to, żeby nabywać mało, chodzi też o to, by nabywać świadomie.

Jeżeli na każdą rzecz, po którą idziesz do sklepu, spojrzysz jak na przyszły śmieć, pojawią się nowe kryteria przy podejmowaniu decyzji. Dlatego dziś zdradzę Wam moich pięć ulubionych zero wastowych pytań, które warto zabrać ze sobą na zakupy tak samo, jak własną torbę.

1. Co z tego, co aktualnie posiadam, mogłoby zostać użyte zamiast tej nowej rzeczy?

To pytanie przydało mi się szczególnie w trakcie moich perypetii ze statywem do telefonu, o czym pisałam TUTAJ. Zadaję je sobie zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o produkt, który jest mi potrzebny tylko na raz, albo na krótką chwilę. Najczęściej nie potrzeba bowiem niczego nowego, by zaspokoić jakąś jednorazową potrzebę. Wystarczy przeczesać mieszkanie i zdać się na własną kreatywność, by znaleźć dobre rozwiązanie.

2. Czy ta nowa rzecz ma przynajmniej trzy inne zastosowania?

Kupowanie przedmiotów, które mają tylko jedną funkcję, już na starcie skraca ich “termin przydatności”. Im więcej zastosowań ma dany produkt, tym częściej, dłużej i chętniej będziemy go używać, dzięki czemu trafi on na śmietnik najpóźniej jak to tylko możliwe.

Najchętniej stosuję tę metodę w kontekście ubrań. Wiadomo przecież, że gruby ekstrawagancki sweter nie zmieści się pod wiosenną kurtką i w zasadzie będzie pasował tylko do jednych spodni. Prawda jest taka, że założę go pewnie tylko kilka razy. Coś bardziej uniwersalnego i praktycznego będę za to mogła nosić z połączeniu z marynarką, czy elegancką biżuterią w pracy, ale równie dobrze sprawdzi się też jako izolacja cieplna podczas moich długich Walking Meditations. Tak wybór da mi większą radość i będę bardziej skłonna, by długo z niego korzystać.

Trzy dodatkowe zastosowania to oczywiście tylko mój wymysł i rodzaj swoistego wyzwania. Ważne po prostu, by szukać multifunkcjonalnych rozwiązań.

3. Czy ta rzecz jest na tyle dobrej jakości, żebym mogła używać jej przez kilka lat?

Wielu z nas przyzwyczaiło się do życia w świecie “jednorazówek” – od podpasek do sprzętu elektronicznego. Jednak wszystko, co szybko skończy żywot, szybko też zasili wysypiska. My natomiast będziemy zmuszeni kupić coś nowego, co za moment dołączy do swojego “starszego brata”.
Można naprawiać, dbać i szanować, ale najlepiej po prostu kupować to, co ze względu na swoją jakość zostanie z nami na długo.

4. Czy wyobrażam sobie, że mogłabym używać tej rzeczy non stop/każdego dnia?

Wiem, że trudno zadać to pytanie w kontekście każdego przedmiotu. (Choć prawda jest taka, że gdy żyjesz minimalistycznie, to w zasadzie i tak masz tylko te rzeczy, których używasz codziennie.)
Załóżmy jednak, że kupujesz buty zimowe – wiadomo, że przydadzą Ci się tylko przez kilka miesięcy. Zastanów się więc, czy w tym okresie będziesz je nosić codziennie. Czy to coś – co, przypominam, będzie kiedyś śmieciem – naprawdę będzie przydatne? To jest klu.

5. Czy kiedy ta rzecz zakończy swój żywot, ulegnie biodegradacji lub nada się do recyklingu?

Pamiętam, jak tłumaczyłam kiedyś mojemu znajomemu, że nie chcę, by cokolwiek po mnie pozostało. On, który budował wtedy swoje osobiste imperium, myślał, że oszalałam, a ja próbowałam mu po prostu przekazać swoją eko-wizję.

Skoro wiadomo, że każda rzecz będzie kiedyś śmieciem, trzeba zwracać uwagę, by był to jak najbardziej “przyjazny środowisku” śmieć.

Osobiście bardzo mi pasuje myśl, że gdy już rozsypią na łące moje prochy, to wszystkie ziemskie graty, które pozostawię, będzie można przerobić na nawóz. Nie widzę potrzeby obdarowywania przyszłych pokoleń swoimi odpadami. I tak będą codziennie mierzyć się z własnymi.

To fakt, że gdy na początku zaczynasz zadawać sobie te wszystkie pytania, kupienie bluzki bardziej przypomina decyzję o przygarnięciu psa niż odprężający shopping w sobotnie popołudnie. Tyle odpowiedzialności, zobowiązań i przeróżnych aspektów, na które trzeba zwrócić uwagę… Ale może to dobrze, że tak się dzieje. W końcu pies przeżyje kilkanascie lat a potem rozłoży się w ziemi, za to poliestrowa bluzka kupiona w duchu fast fashion przeżyje dwa prania i będzie przez wieki zalegać na naszej planecie.