Czuję się w obowiązku ostrzec na początku, że ten post nie jest przeznaczony dla osób o słabych nerwach. Zanim wywołam w Was falę sprzecznych emocji, podkreślę też, że nie namawiam do pozbywania się czegokolwiek, co kochacie. Moje motto brzmi: każdy wywala na własną odpowiedzialność.

Kiedy zaczynałam pisać ten tekst, nie umieściłam na wstępie takich informacji. Z każdą kolejną linijką stwierdzałam jednak, że coś takiego naprawdę by się przydało. Bo o ile łatwo nam przychodzi czyszczenie szafy z niepotrzebnych ciuchów, to czyszczenie serca nie jest już tak “gładkim” procesem. Sentymentalne porządki bywają najtrudniejsze.

Każdy kto czytał Cały ten vajb z łatwością wywnioskuje, że ja akurat nie zaliczam się do szczególnie sentymentalnych osób. To prawda, nie przywiązuję się do miejsc i rzeczy, nie gromadzę starych walentynek i pamiątek z dzieciństwa. Nie jestem jednak zimna jak głaz.

Odkąd byłam małą dziewczynką, szczególne znaczenie miały dla mnie zdjęcia. Albumy swoje i moich rodziców znałam na pamięć. Nawet w erze fotografii cyfrowej, z uporem maniaka wywoływałam fotki. Robiłam zdjęcia, kiedy tylko się dało i wracałam do nich naprawdę często. Jak więc doszło do tego, że z blisko tysiąca fotografii, które miałam zostało tylko dziesięć?

Idzie nowe

Gdy wkroczyłam na minimalistyczną ścieżkę szybko zrozumiałam, że nie chodzi w niej o ilość, ale o TOŻSAMOŚĆ. Na każdą rzecz, którą decydowałam się zostawić lub wyrzucić, patrzyłam zadając sobie kluczowe pytanie: czy to coś, to jestem “ja” dzisiaj? I czy chcę, by to coś było “mną” jutro?

Jeżeli nadamy minimalizmowi właściwą rangę, to zrozumiemy, że jego celem nie jest wysprzątanie domu, ale właśnie nowe i odważne zdefiniowanie siebie. Dzięki temu nabieramy ogromnej świadomości odnośnie tego, co chcemy zabrać w naszą dalszą podróż. Sentymentalne rzeczy są zazwyczaj największym bagażem. Warto pakować się rozsądnie.

Nie wszystko na raz

Jak zawsze, najważniejsze to słuchać siebie. Nawet jeżeli w głębi duszy czujesz, że chcesz się pozbyć większości rzeczy, nie oznacza to, że w tym momencie jesteś na to gotowy. Podejdź do tych czystek jak do zjadania Oreo. Najpierw zdejmujesz wierzchnią warstwę, potem wylizujesz środek i dopiero na koniec chrupiesz spód.

Kiedy po raz pierwszy usiadłam do rozprawienia się z moimi zdjęciami, byłam w stanie wyrzucić tylko trzydzieści z nich. Resztę powyciągałam z albumów i zapakowałam do pudełka po butach. Robiłam to z taką ostrożnością i namaszczeniem, jakbym co najmniej kładła niemowlę do snu.

Druga selekcja to była rzeźnia. Osiemset zdjęć zamieniło się w nic nieznaczące paski kolorowego papieru. I choć wtedy wydawało mi się, że temat zamknięty, to nawet tych ostatnich dwieście fotek, jakoś kłuło mnie w oczy. Może chodzi o to, że są w wersji papierowej? Może zajmują za dużo miejsca?…

Oczywiście argument o zajmowaniu miejsca był totalnie z dupy. Miejsca mam aż nadto, a niewielka koperta nie mogła w żaden sposób zawłaszczyć go w nadmiarze. Mimo to postanowiłam, że zdjęcia zeskanuję i tak oto rozwiążę swoje dylematy. Logiczne prawda?

Jakiś cudem odrzucało mnie jednak od skanera i kilka miesięcy później, zrozumiałam dlaczego. Te zdjęcia nie miały zostać ze mną w JAKIEJKOLWIEK formie. W moich vajbach zapisany był już fakt, że kiedyś i tak się ich pozbędę.

W końcu jeszcze raz przyjrzałam się swoim pamiątkom. Po wypiciu dwóch herbat i zjedzeniu puszki słodkich brzoskwiń z dwustu zdjęć zostało dziesięć.

Po co to wszystko?

Im bardziej czysty jest nasz umysł i otoczenie, tym bardziej jesteśmy świadomi tego, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Nagle zaczynamy wyraźnie widzieć, co wspiera nas w naszej drodze, a co nie. Nawet, jeżeli sentymentalne drobiazgi przypominają nam o czymś dobrym, to warto zadać sobie pytanie, czy nadal chcę żyć tym, co było. Przecież poruszam się na przód a nie do tyłu.

Jest jeszcze jeden aspekt tego wszystkiego, z mojej perspektywy o wiele ważniejszy. Skoro wszystko jest energią, a my wiemy już jakiej energii chcemy w swoim życiu, to dlaczego otaczamy się vajbami, które nie są dokładnie tym “czymś”?

Jeżeli, dla przykładu Twoim marzeniem jest stworzenie wspaniałego zgranego związku, to dlaczego masz trzymać pamiątki, po kimś, kto – choć był Twoją wielką miłością – zupełnie do Ciebie nie pasował? Owszem, było wtedy romantycznie i niezwykle emocjonalnie, więc prawdopodobnie masz mnóstwo dobrych wspomnień z tym związanych. Pamiętaj jednak, że energia “to takie piękne, ale miłość nie była dla nas” jest ZUPEŁNIE inna niż energia: “jestem taka szczęśliwa z kimś, kto do mnie pasuje”. Który vajb wybierasz?

Jak laser

Trudno mi nie pisać o minimalizmie w kontekście energii, bo dla mnie minimalizm to nic innego jak właśnie narzędzie do zarządzania energią. To tak jak z wiązką światła: im bardziej jest rozproszone, tym mniejszą ma moc; im bardziej je skupisz, tym jest silniejsze. Dobrze wprowadzony w życie minimalizm może dać mi moc lasera, który trafia bezbłędnie w wybrany punkt.

I powtórzę to raz jeszcze i będę powtarzać, ile będzie trzeba – nie chodzi o ilość posiadanych rzeczy, chodzi o fokus. Możesz mieć pięćset przedmiotów będących idealnie zestrojonych z Tobą, dzięki czemu będziesz wzmacniać swoją energię, ale równie dobrze możesz mieć pięćdziesiąt przedmiotów, i tylko jeden z nich będzie tak naprawdę zgodny z vajbami, których pragniesz. Sam sobie odpowiedz, jaki ma to sens.